Jak to dobrze, że wyprowadziłam się do północnej Francji, inaczej pewnie jeszcze długo nie zawitałabym w Amsterdamie. Wraz z Moim K. wybraliśmy się tam na 1 dzień (3 godziny jazdy samochodem), ale 1 dzień to za mało na to cudowne miasto! Nie zobaczyliśmy wszystkiego, ale to, co widzieliśmy, oczarowało nas. Stwierdziliśmy, że następnym miastem, do jakiego się przeprowadzimy, będzie Amsterdam;)
Wczesnym rankiem zawitaliśmy do Muzeum van Gogha. Uwielbiam wiele jego dzieł, ale jeśli miałabym wybrać jedno (które wyniosłabym z tego muzeum), to byłyby to "Irysy" (jak mogłam nie zrobić sobie z nimi zdjęcia?! No tak, w muzeum jest zakaz fotografowania). Obraz znany, choć wyeksponowany mniej znacznie niż inne jego znane dzieła. Ale gdyby chcieć wyeksponować poprawnie i godnie każdy jego znamienity obraz, to miejsca na ścianach w tym i tak wielkim budynku by nie starczyło ;). Gmach jest naprawdę okazały. Ekspozycja stała zajmuje 3 piętra, na każdym po kilka sal, plus dodatkowa wielka sala na wystawy czasowe. Teraz była to "On the Verge of Insanity. Van Gogh and his Illness", z której dowiedziałam się wiele nowych szczegółów na temat jego choroby aż po samobójczą śmierć.

