wtorek, 29 grudnia 2015

Madera - cudowne góry i ogrody

             Tuż przed Bożym Narodzeniem wybraliśmy się z Moim K. na Maderę. Nie planowaliśmy tego, spontanicznie wykupiliśmy wycieczkę last minute. Była ona od dawna na mojej liście marzeń ze względu na wspaniałe góry i oryginalne szlaki wędrowne poprowadzone wzdłuż lewad, czyli nawet kilkusetletnich kanałów nawadniających. Madera jest też nazywana ogrodem na Atlantyku, gdyż panujący tam klimat tzw. wiecznej wiosny powoduje, iż o każdej porze roku coś kwitnie, coś owocuje. Istny raj, naprawdę. Mnóstwo zachwycających widoków oceanu, klifów, gór, jak i całe mrowie niezwykłych owoców u nas zupełnie niespotykanych.

Plaża



Madera to szczyt wystającego ponad powierzchnię wody jednego z najwyższych wulkanów świata. I to właśnie jemu zawdzięcza swój nietypowy wygląd: choć liczącą sobie mniej niż 60 km długości i niewiele ponad 20 km szerokości wysepkę można objechać wokół, wzdłuż i w poprzek w jeden dzień, to przemierzając kolejne przyklejone do pionowych ścian drogi, górskie serpentyny i tunele (ile tu jest tuneli!!)  niemal za każdym zakrętem trafia się na inny krajobraz. Geograficznie Madera leży w Afryce (choć administracyjnie należy do Portugalii), ale to nie jest wyspa dla plażowiczów. Klimat ma łagodny, nie gorący. Latem średnia temperatura wynosi ok. 24-25 st.C, zimą - 18-20 st.C. W grudniu doświadczyliśmy temperatur ok. 20-23 st.C (oczywiście wysoko w górach było chłodniej). Plaż jest jak na lekarstwo, są kamieniste, krótkie i wąskie. By powylegiwać się na na złotym piasku, trzeba udać się na pobliską wysepkę Porto Santo, gdzie usypano 9-kilometrową plażę z piasku z Sahary. Niestety cena promu może odstraszyć - 60 EUR w obie strony. My się nie zdecydowaliśmy. Nie mieliśmy ochoty na plażowanie, tym bardziej, że pora ku temu była nienajlepsza. Przede wszystkim udaliśmy się na Maderę, by pochodzić po górach i lewadach, co uczyniliśmy już pierwszego popołudnia po przyjeździe. Wybraliśmy się na Lewadę dos Balcoes (oznaczenie PR11), krótką, lekką, kończącą się tarasem widokowym z pięknym widokiem na najwyższe szczyty wyspy. Madera jest niezwykle górzysta. Ląd wyrasta praktycznie pionowo z oceanu. Maderczycy żartują: "Jeśli chcesz zobaczyć płaski teren na Maderze, jedź na lotnisko";) I rzeczywiście tak jest:)


Na pierwszą poważną, całodzienną wycieczkę wybraliśmy się na półwysep św. Wawrzyńca (vereda da Ponta de Sao Lourenco, PR8). To szlak, który wiedzie na najdalej na wschód wysunięty punkt Madery. Półwysep jest pochodzenia wulkanicznego i bardzo jałowy, ale jaki piękny! Kolorowe skały, urwiska, błękitny ocean z lewej i prawej strony.





Po pierwszym dniu zapoznawania się z pięknem przyrody wyspy postanowiliśmy przejechać się do miasteczek na jej północnym wybrzeżu. Najpierw jednak zahaczyliśmy o Cabo Girao na południu wyspy, najwyższy na wyspie, jeden z największych w Europie klifów o wysokości 580 m. Usytuowano na nim taras z przeszkloną podłogą. Widoki, zarówno te na wprost jak i pod nogami (te chyba jeszcze bardziej), zapierają dech w piersiach.


Z Cabo Girao na południowym wybrzeżu przejechaliśmy przez całą wyspę na północ do Seixal i dalej do Porto Moniz, gdzie znajdują się baseny wulkaniczne. To skały wulkaniczne tuż przy brzegu tak uformowane, iż z małą pomocą człowieka zostały tak zaadaptowane, iż można się kąpać. Baseny napełniane są w naturalny sposób wodą oceaniczną. Te w Seixal są mniejsze, bardziej dzikie. W porto Moniz baseny wulkaniczne są dużo większe, ale i bardziej skomercjalizowane, z łazienkami, przebieralniami. Wejście na nie kosztuje 1,5 EUR bez limitu czasowego. O dziwo pływając spędziliśmy w nich o wiele więcej czasu, niż się spodziewaliśmy. Woda początkowo wydawała się chłodna, ale gdy pierwszy "szok" minął, było bardzo fajnie. Ludzi bardzo mało, teren duży, piękny, wielkie fale. Pierwsza w życiu kąpiel w oceanie zaliczona!
Madera ma pochodzenie wulkaniczne. W pobliskim Sao Vicente można zwiedzić jaskinię wulkaniczną oraz centrum naukowe poświęcone wulkanom. My z tego z rezygnowaliśmy. Po wizycie na Islandii jesteśmy obeznani z tematem;)
Baseny wulkaniczne w Seixal

Basen wulkaniczny w Porto Moniz


Po ożywczej kąpieli w oceanie ruszyliśmy z powrotem na południe do stolicy wyspy, Funchal na zwiedzanie w stylu "Funchal by night". Miasto nocą wyglądało przepięknie w blasku dekoracji bożonarodzeniowych w ilościach oszałamiających porozwieszanych na... palmach i innych egzotycznych drzewach. Tu atmosferę świąteczną poczuliśmy bardziej niż na jarmarkach w Berlinie w zeszłym roku czy u nas w Poznaniu.




Nie jesteśmy z Moim K. turystami miejskimi, więc nazajutrz ruszyliśmy na kolejny szlak - lewadę do 25 wodospadów (Levada das 25 Fontes, PR6). Kończy się ona na dnie doliny, do której z wysokiej, pionowej ściany spływa wąskimi stróżkami wodospad. Na początku lewady warto odbić w króciutką lewadę do mniejszego wodospadu.

Lewada, czyli kanał nawadniający



Ptaszek-podjadek, zupełnie się nie bał. Zięba maderska

Levada das 25 Fontes była naszym preludium do wejścia w najwyższe partie gór. Postanowiliśmy przejść trasę od trzeciego pod względem wysokości (Pico Arieiro 1818 m n.p.m.) do najwyższego szczytu (Pico Ruivo 1862 m n.p.m.), Vereda do Pico Ruivo, PR1.2. Na Pico Arieiro można wjechać samochodem. Rozciąga się stamtąd cudowny widok na góry o ostrych, nagich szczytach. Dla osób żądnych jeszcze wspanialszych widoków wyznaczono szlak między najwyższymi szczytami wyspy (drugi najwyższy szczyt widać po drodze). My oczywiście ochoczo ruszyliśmy. Jak tam było pięknie!!! Takich gór, w takim słońcu próżno szukać w Polsce. A do tego pusty szlak, tylko my i przyroda.

Widok z Pico Arieiro




Wzdłuż tej cienkiej kreski przy ścianie biegnie szlak
Kolejnego dnia chcieliśmy przejść najdłuższą, ponoć jedną z najpiękniejszych tras - lewadę królewską (Caminho Real da Encumeada, PR12). Niestety, pogoda nie dopisała, rozpadało się, było mgliście. Po wjechaniu na punkt startowy (szczyt, z którego rozciąga się piękny widok na Dolinę Zakonnic) okazało się, że mgła jest tak gęsta, iż nie ma sensu iść w góry. Z wielkim żalem musieliśmy zawrócić. Zajechaliśmy do miasta Camara de Lobos, które zasłynęło tym, iż miejsce to upodobał sobie Winston Churchill przebywający tu czasowo dla podreperowania zdrowia. Na tarasie jednej z kawiarni malował obrazy.

Klify w Camara de Lobos
Port i sady bananowe w Camara de Lobos
Port w Camara de Lobos
Ostatni dzień poświęciliśmy na zwiedzanie Funchal, tym razem za dnia;) Przeszliśmy się ciasnymi uliczkami starej części miasta. Zajrzeliśmy do znanej hali targowej Mercado dos Lavradores, w której sprzedaje się ryby, owoce i kwiaty. Nabyliśmy tam egzotyczne owoce, sadzonki kwiatów, także egzotycznych, wina (wino rodzaju madera jest pyszne!), czyli po trochu wszystkiego, z czego słynie Madera. Na marginesie powiem, że maderskimi owocami, często zupełnie u nas nie znanymi, np. anona, owoce filodendrona, gujawa i wszelkiej wielkości i maści banany i marakuje, zajadaliśmy się codziennie. Więcej w osobnym poście.

Azulejos- tradycyjne niebieskie malowidła na ceramicznych płytkach. To powyżej znajduje się w wejściu do targu
Hala rybna na Mercado dos Lavradores
Stoiska owocowo-warzywne na Mercado dos Lavradores
Następnie przeszliśmy się na Plac Municypalny (Praca do Municipio), a na koniec do Ogrodu Tropikalnego (Jardim Tropical do Monte Palace), jednego z wielu w mieście. Ogród ma powierzchnię 7 ha i pełny jest orientalnych i tropikalnych roślin oraz obiektów architektonicznych. Właściciel upodobał sobie architekturę Chin, stąd pełno tu mostków, pagód i altan w stylu chińskim.
Po drodze do ogrodu mieliśmy okazję zobaczyć zjazd tradycyjnymi, wiklinowymi saniami wykorzystującymi grawitację i strome zbocze. 

Mina kobiety w głębi mówi sama za siebie, jakich wrażeń daje taki zjazd

To "drzewko" po lewej stronie to nie drzewko, to paproć drzewiasta!

Palmy, paprocie drzewiaste i drzewa wawrzynowe - wszystkie bardzo charakterystyczne dla madery

I to już koniec naszej maderskiej przygody. Czas szybko zleciał. Nachodziliśmy się, nawdychaliśmy górskiej atmosfery, tej ciszy, spokoju, piękna. 
Ten kończący się 2015 rok był niezwykły. Paryż, Islandia, a na koniec zupełnie nieplanowana Madera. Jaką ja jestem szczęściarą!

W kolejnym poście opowiem nieco o kulinarnej stronie Madery, gdyż to osobny, niezwykły temat.

Maderę polecają 


2 komentarze:

  1. Witam,wprawdzie miną niedługo 2 lata od wpisów o Maderze,ale ja od jakiegoś czasu zbieram wszystkie info o wyspie,ponieważ wybieram się tam 3 grudnia.Byłaś tam o podobnej porze roku i widzę na zdjęciach ,że jesteś dość letnio ubrana,mogłabyś napisać kilka słów na temat pogody,jaką mieliście?
    Niby czytam o pogodzie ma Maderze,ale jakoś nie spodziewam się ciepła w grudniu i wiem ,ze na różną można trafić,ale chyba mieliście ładną? Aha,będę mieszkała w Funchal,pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,
      pogoda była taka jak u nas wiosną, 18-20 st.C, ale zmienna. W słońcu potrafiło być bardzo ciepło, na krótki rękawek, ale był dzień, że musiałam założyć lekką kurtkę. Generalnie lekkie ubranie, ale z jakimś cienkim sweterkiem, bluzą pod ręką na wszelki wypadek. Oczywiście w górach było baaardzo zimno i wietrznie - polar i kurtka. Nad samym morzem też potrafił wiać zimny wiatr. Generalnie pogoda bardzo przyjemna, a ukształtowanie terenu (ciągle podd górkę) sprawia, że nawet jak jest chłodno, to człowiek się rozgrzewał od marszu;)

      Usuń